Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Pierwszy dzień w szkole i odwiedziny u hrabiny Monroe
Pierwszy dzień w szkole i odwiedziny u hrabiny Monroe

Rześkie powietrze uderzyło w twarze wszystkich, którzy opuszczali pociąg na stacji w Hogsmeade. Donośny głos Hagrida jak zwykle przebił się przez gwarę gromady nastolatków.
– Pirszoroczni do mnie! Tutaj, pirszoroczni! Na pewno nie ma tu żadnych pająków?
– Proszę pana, a kolega ma pająka w pudełku! – podkablował jeden z malców.
– Co? Gdzie? Jakiego pająka? – zawołał zaniepokojony gajowy. – Żartujesz, prawda?
– O tu mam, proszę pana – odparł uśmiechnięty chłopak i pokazał mu dorodną tarantulę, przebierającą odnóżami w tekturowym pudełku.
– ŁAAA! Zabierz to ode mnie! – wrzasnął przerażony olbrzym i zakrył dłońmi kudłatą głowę. – Mamusiu, ja nie chcę!…
Chłopiec skulił ramionka i schował szybko pająka. Gajowy odetchnął głęboko.
– Następnym razem nie wyciągaj tego przy mnie, dobra? – burknął naburmuszony. – W porząsiu, chodźcie. Idziemy do łódek.
Obserwująca tą scenę grupka szóstoklasistów parsknęła śmiechem.
– Ja tam się mu nie dziwię – rzekła Lily ze współczuciem w głosie. – Też się boję pająków.
– Ja też się boję pająków! – wykrzyknęła z zapałem Dorcas. – Nawet nie wiecie, jak się boję pająków, kiedyś mi jeden wlazł pod kołdrę, nawet sobie nie wyobrażacie, jak się strasznie bałam…
– Uspokój się, Dory. – Peter ze stoickim spokojem położył rękę na jej ramieniu. – Przecież one są takie małe, bardziej się boją ciebie niż ty ich.
– Tak, tak, masz rację – zapewniła go natychmiast Dorcas. – W sumie to aż tak bardzo to się ich nie boję, tylko chciałam, żeby Lily nie czuła się sama…
Wszyscy skwapliwie skinęli głowami, doskonale znając tę historię. Panna Meadowes słynęła na całą szkołę nie tylko z umiejętności zmieniania sobie koloru włosów w zależności od aktualnej zachcianki, znanej szerzej jako metamorfomagia, ale i z dobijającego braku własnego zdania na jakikolwiek temat; prawdę mówiąc, nie potrafiła nawet sama zdecydować, w jaki sposób zawiązać sobie krawat, dopóki ktoś jej tego nie powiedział.
Wcisnęli się do niewygodnych powozów i ruszyli w drogę do zamku, nieustannie narzekając na podskakiwanie owego środku transportu na kamieniach, jakich pełno leżało po drodze. Remus szepnął coś do Petera i obaj nachylili się do Dorcas.
– Ty, Dory… A wiesz, że te wózki nie jeżdżą same? – szepnął Lunatyk konspiracyjnie. Pomarańczowe tym razem oczy dziewczyny rozszerzyły się gwałtownie.
– Jak to nie? – pisnęła z paniką w głosie. – A co je ciągnie?
– Testrale – odparł Peter tak grobowym głosem, jakby właśnie przekazywał dziewczynie, iż zginęła jej matka. – Potworne, skrzydlate konie, które widzą tylko ci, którzy patrzyli na czyjąś śmierć…
Dziewczyna wrzasnęła tak głośno, że odwrócili się w jej stronę Ślizgoni z piątej klasy, przejeżdżający obok.
– Ty… – Długowłosy chłopak o półprzytomnym spojrzeniu wychylił się w jej stronę, aż zastukały o siebie zwisające mu z szyi pacyfki. – Brałaś LSD?
– Nie, a co? – wyjąkała Meadowes, nie zrozumiawszy.
– Daj jej spokój, braciszku – burknął Syriusz, przyglądając się ze znudzeniem swoim paznokciom i podziwiając ich idealny kształt. – Biedactwo jak zwykle nie wie, co mówi. Zresztą dalibyście jej spokój – zwrócił się do Lunatyka i Glizdogona. – Te wasze żarty powoli przestają być śmieszne. – Ziewnął i powrócił do pasjonującego zajęcia, jakim było kontemplowanie swojej niezaprzeczalnej urody. Gdy już uznał, iż wszystko się zgadza i istotnie jest najpiękniejszą istotą odbywającą w tej chwili podróż do zamku, wykręcił się do tyłu i pomachał rzęsami do Lucjusza. Ten spojrzał tylko na niego spode łba i zasłonił oczy jasną grzywą, zastanawiając się, czego zjawiskowy dziedzic rodu Blacków może chcieć od kogoś tak beznadziejnego jak on.
Teraz Remus i Peter zaczęli nabijać się z Łapy.
– Merlinie, jego nie śmieszą nasze żarty – rzekł wymownie Glizdogon i szturchnął kolegę w bok.
– Katastrofa! – Lunatyk wzniósł oczy do nieba, po czym skulił ramiona i udał, że zanosi się płaczem. – Jakże ja to przeżyję! Nie, nie ma po co żyć, skoro jego to nie bawi… – chlipnął i wytarł nieistniejące łzy w rękaw Petera.
Milczący dotąd James uniósł niepewnie główkę i odgarnął na bok idealnie przylizane włoski.
– Chłopaki, naprawdę przeginacie – powiedział cicho. – Nie macie się czego czepiać…
– Och, ty mój rycerzu, jaki ty jesteś dzielny! – pisnęła Lily. Założyła za obwieszone kolczykami ucho niesforny kosmyk, który wymknął się z jej najmodniejszej fryzurki, ufarbowanej na kolor gumy „Donald”. – Tak mężnie bronić kolegę, mój ty pufku…
Rogacz spłonął rumieńcem i nieśmiało odsunął od siebie jej ramiona, oplatające się wokół niego.
– Dlaczego pufku? – zaskomlał płaczliwie.
– Bo jesteś taki słodziusi, milusi i śliczniusi, jak pufki – zaszczebiotała panna Evans, po czym zamrugała zalotnie i niby przypadkiem poprawiła koszulę, upewniając się, iż trzy rozpięte guziki odpowiednio eksponują jej dekolt.
– Ach Luniaczku, kochanie ty moje! – pisnął Peter, idealnie ją przedrzeźniając. – Jesteś taki męski, mój ty Borsuczku… umówimy się?
– Ojej, nie mów tak, Glizdeczku, bo się peszę – podchwycił przekornie Remus.
– Niech to jedzie szybciej do tej szkoły – jęknął James, tym razem już prawie płacząc.
Ku jego niewypowiedzianej uldze niedługo potem powozy zatrzymały się gwałtownie kawałek przed przystankiem, gdy jeden z testrali na przedzie potknął się o kamień, a te za nim nie zdążyły wyhamować. Po zamieszaniu, jakie zapanowało, wszyscy z ulgą dotarli do Wielkiej Sali. Jednak, jak zresztą można się było tego spodziewać, nie był to wcale koniec bałaganu.
Wyjątkowo niezdarny pierwszoklasista po otrzymaniu przydziału rozgorączkowany odłożył szybko Tiarę i potknął się o własną szatę, przewracając przy okazji stołek. Natychmiast podniósł się i ustawił taboret z powrotem, jednak nie na wiele to się zdało.
– Uważaj, jak łazisz, ofermo jedna! – wrzasnął skrzecząco kapelusz. – Dopiero co trafił do Gryffindoru, a już daje pokaz! Same łamagi w tym domu! A w ogóle, to umyj włosy, pokrako! – Spłoszony chłoptaś uciekł do stołu ku ogólnej radości tłumów. – Ej, ty, piąty w kolejce, ustaw się równo! A ty za nim, tak, ty, popraw sobie pelerynę, bo ci się smyczy po posadzce! Dziewczynko z kucykiem, buty się czyści przed wejściem! Zdajesz sobie sprawę, ile pan woźny się napastował tej podłogi?!
Następny w kolejności chłopiec nie wytrzymał, podbiegł do stołka i nacisnął sobie Tiarę na głowę, skutecznie ją tym gestem uciszając. Reszta ceremonii przydziału minęła już we względnym spokoju, po czym nastąpił oczekiwany przez wielu punkt wieczoru – uczta. Przez główne drzwi jak zwykle wmaszerowała czereda skrzatów, trzymających tace wysoko nad głowami. Nie obyło się wprawdzie bez zwykłych upomnień z ich strony typu: „ej ty, przed jedzeniem to się ręce myje!” czy „jak ty trzymasz ten widelec, ośle?”, jednak wygłodzeni Hogwartczycy mieli to głęboko w poważaniu, oczekując jedynie z napięciem na moment, kiedy będą się mogli w końcu rzucić na owe specjały.
Gdy już każdy napełnił żołądek po brzegi, nie zważając na to, iż przejadać się na noc jest bardzo niezdrowo, zza stołu prezydialnego wyszedł niski, brzuchaty jegomość w trampkach i ze szczoteczką do zębów wystającą mu z kieszeni, albowiem miał on pewną obsesję na punkcie higieny jamy ustnej.
– Witajcie, moi kochani! – zawołał radośnie Dumbie, pokazując swoje olśniewające uzębienie. – Jakże się cieszę, że stoję tu pośród was! Ja, który całe życie nawołuję do pokoju, jedności, tolerancji i braterstwa!
Regulus nie powstrzymał się, wstał i zagwizdał głośno, a siedzący obok niego odwrócili się, gdy oślepił ich jaskrawy kolor jednej nogawki jego zielonych spodni w żółte kwiatki, schowanych przed surowym nauczycielskim wzrokiem pod peleryną. Pozostali nie reagowali aż tak emocjonalnie na przemowę dyrektora, jednak wszyscy, z wyjątkiem trzech osób, wsłuchiwali się w nią z zapartym tchem. Owymi odstającymi od reszty personami byli McGonagall, która z wypiekami na twarzy czytała pod stołem mugolskiego Harlequina, oraz Remus i Peter, pokazujący ją sobie palcami i zwijający się ze śmiechu.
– A zatem nie przeciągam już bardziej, bo widzę, jak bardzo chce wam się spać, dzieciaczki! Pamiętajcie tylko, aby umyć ząbki przed snem! – Tym optymistycznym dopowiedzeniem Dumbie zakończył swoją przemowę i gestem zachęcił młodzież, aby rozeszła się do swoich pokoi i zaznała rozkoszy snu po długiej i męczącej podróży.
– A ja nie chcę iść spać, do cholery! – W połowie drogi do pokoju wspólnego Gryffindoru Mary Sue Smith stanęła nagle na środku korytarza, przyjmując bojową postawę. – Nie będzie mi [cenzura] rozkazywał jakiś stary skurczybyk! Ja chcę urządzić imprezę powitalną i koniec! I nie będę myć zębów tylko dlatego, że on mi [cenzura] każe, o!
– Oho, znowu zaczyna – burknął Syriusz tym samym znudzonym głosem, co wcześniej, gdyż nagły bunt Mary Sue, którego zresztą należało się po niej spodziewać, wyrwał go z rozmyślań nad swoją niewątpliwą urodą.
W tym momencie McGonagall, wciąż z nosem w książce, wpadła niechcący na rozpostartą w przejściu buntowniczkę, co natychmiast wykorzystała Ann Jones.
– Och, proszę pani, proszę pani, a Mary Sue przeklina! – wyrzuciła z siebie zbulwersowana kujonica, celując oskarżycielsko palcem w butną koleżankę. – I, proszę pani, ona nie chce umyć zębów, mimo że pan dyrektor kazał!
– Co? – mruknęła półprzytomnie nauczycielka, nawet nie podnosząc na nią wzroku znad ulubionej lektury. – Idź, dziecko, spać… – Pomachała ręką w jej stronę, jakby odganiała od siebie natrętną muchę. – Właśnie książę Herald odwiedził hrabinę Monroe w jej sypialni, nie przeszkadzajcie mi teraz…
Obrażona Ann odeszła z nosem do góry, a Mary Sue triumfalnie pokazała jej palec. Teraz już nic nie mogło powstrzymać jej od zorganizowania hucznej imprezki do białego rana.

***

Dokładamy wszelkich starań, aby Hogwart Na Opak był parodią najwyższej jakości. W związku z powyższym prosimy o niezwłoczne zgłaszanie w komentarzach wszystkich sytuacji, które wydadzą się za mało odbiegać od kanonu. Z góry dziękujemy.
Vampire & Nera

Rozdział dodany 29.07.2008 o 20:38:02
Powrót, Komentuj


Hej! Wreszcie nadrabiam wszystkie zaległości w lekturze, więc co jakiś czas będą się zjawiać komentarze ode mnie :) Świetne opowiadanie, słyszałam zresztą pewną plotkę... ale to się przekonam w następnych odcinkach ;) Pozdrawiam :*
~ Amanda ~ 19.08.2008 o 00:04:36
| brak www

Opowiadanie jest fajne. Miło się czyta. Będę tu wpadać. =) Pozdrawiam. =)
www.corny-1990.blog.onet.pl
~ Corny ~ 29.07.2008 o 22:10:37
| brak www

strasznie długi eale fajne ;))

zapraszam do mnie ;))
~ kama ~ 29.07.2008 o 21:57:40
| brak www